•  Strona główna

„...Kiedyś ludzie wierzyli, że gdy ktoś umiera kruk zabiera jego duszę do Krainy Zmarłych. Czasem, gdy śmierć jest szczególnie okrutna pojawia się wielki smutek i dusza nie może zaznać spokoju. Jednak bywa i tak, ze kruk przenosi duszę na ziemię, żeby mogła naprawić zło...”

Padał deszcz.
Jak każdego dnia tego miesiąca. Niespiesznie wracałam do domu, dając się obmywać strugom wody. Łzy mieszały się z kroplami deszczu, melancholia stapiała się w jedno z cichym szumem. Smutek objął mnie ramieniem i poprowadził w dół kolejnej ulicy. Noc była taka piękna, choć deszczowe chmury zakryły już dawno gwiazdy. Odkryłam, że nie tylko światło jest piękne, mrok także posiada swój urok. Szczególnie mrok, który ma swój początek w głębi twojej duszy...
Spojrzałam tęsknie na światła w oknach. Małe świetliki w mrocznej otchłani zmierzchu... Gdzieniegdzie widziałam sylwetki ludzi, więcej nawet, słyszałam ich rozmowy, śmiech... Radość. Miłość. Przyjaźń. Poczucie bezpieczeństwa. Tak wiele mają, choć nawet nie zdają sobie z tego sprawy.
Znowu poczułam się taka samotna...
Czas wracać do domu, pomyślałam.
Ale tam także nikt na mnie nie czekał. Tak jak wszędzie i zawsze. Mieszkanie zalane półcieniami jak zawsze ziało pustką. Tak samo jak ja. Tylko księżyc wpadający przez nieosłonięte niczym okna znał naszą tajemnicę. Tylko on widział nocną walkę z własnym cieniem.
Otworzyłam na oścież okno wychodzące na ulicę. Usiadłam na parapecie i wsłuchałam się w odgłosy miasta. To była moja rozmowa ze światem. Mój milczący monolog skierowany do reszty ludzkości.
I wtedy przyszło zwątpienie. To był koniec.
Nadzieja została zmyta przez strugi wiosennego deszczu.
Nie ma nic. Nie ma już nic.
I wtedy dopiero wszystko się zaczęło.


Noc. Taka ciemna. Taka cicha.
Nikt nie zauważy, pomyślałam. Nikt się nie przejmie.
Noc, noc przynosząca sen i ukojenie. Noc przynosząca śmierć.
Biegłam przez zalewane deszczem ulice nie przejmując się ludźmi, nie przejmując się światem. Przecież on też miał mnie za nic. Biegłam. Ciężkie krople deszczu uderzały w moją twarz, ale teraz już nic nie było mnie w stanie zatrzymać. Nic. Nikt. Strugi wody spływały z ramion, zlepiały ze sobą włosy, przenikały ubranie i chłodziły ciało. Sweter nasiąkał wodą coraz bardziej, jednocześnie czułam jej ciężar i nie czułam jej w ogóle.
Nie chciałam czuć.
Nigdy już.
Nawet nie wiedziałam, że przebiegam obok jego domu. Nie pamiętam, czy okno było otwarte, nie pamiętam czy światło padało na mokrą ulicę. Było ciemno, czy jasno? Zimno czy gorąco? Nie wiem, nie wiem. Już nic nie wiem.
Pamiętam tylko przerwane solo gitarowe. Moje imię porwane przez wiatr. Moje imię... A może to był krzyk ptaka? Może to tylko był szum deszczu odbijający się echem wśród pustych ulic.
Poczułam ból. Nie chciałam czuć. A jednak.
Ale to już nie miało znaczenia. Nic. Nikt.


Ten most. Dlaczego ten? Nie wiem. Nie pamiętam. Nie chcę.
Stałam nad spienionym nurtem rzeki, a za plecami mijały mnie kolejne samochody, kolejni ludzie. Nikt się nie zatrzymał. Nikogo nie obchodziłam. Nigdy.
Wtedy poczułam chłód. Przyszedł strach i zwątpienie. Znowu. Ból i smutek. Znowu. Wszystko, czego do tej pory tak bardzo się wypierałam. Wszystko, o czym chciałam zapomnieć. Wszystko.
Chciałabym, żeby ktoś mnie wtedy zatrzymał, żeby ktoś mnie przytulił. Ale nikogo tam nie było. Oprócz mnie i moich wątpliwości.
On wiedział wszystko.
Ale też nie przyszedł.
Nikt.
Nic.
Tylko woda i ciemność wyszły mi na spotkanie...


Spokój...
Spokój...
Spokój...

Nie pamiętam co było dalej. Może po prostu rzeka wyrzuciła mnie na brzeg. Może ona także nie chciała mieć ze mną nic wspólnego. Tak jak wszyscy. Jak cały świat.
Nie czułam już nic.
Bo nie mogłam czuć.
A tak bardzo chciałam poczuć czyjś ciepły dotyk... Ale czym było ciepło, skoro zimno także było niczym. Czym był dotyk, skoro samo życie też nie istniało?...
Po prostu byłam.
Znowu sama na ulicy mokrej od deszczu.
Tamta noc trwała wiecznie.
Powracały do mnie wspomnienia. Urywane fragmenty, przebłyski pamięci, niczym klatki filmu. Obrazy, dźwięki. Gesty i słowa. Twarze. Muzyka...
Cudowne gitarowe riffy.
“Dream the crow black dream...”
Co to znaczy?
Nie wiem. Już nic nie wiem...
Nie wiem kim jestem.
Kim byłam?...


Przyszedł po mnie.
A z nim przybył kruk. Czarny niczym tamta noc i tamte wspomnienia.
Nie poznałam go w pierwszej chwili. Miał czarny makijaż i bladą twarz.
Tak jak ja. Tamtej nocy.
Kocham, powiedział.
Przeprosił.
Złożył obietnicę wieczności.
I zabrał tam, dokąd mieliśmy odejść oboje.

Nie tak powinno być.
Nie tak.
Ale kiedy świat zadrwi okrutnie z kolejnego człowieka kruk przybędzie doń i zaprowadzi do lepszego świata. Smutek i ból odejdą zastąpione przez wieczną miłość.
Ja nie będę już nigdy cierpieć.

Kruk zakrzyczał, a jego głos odbijał się echem po świecie.
Nigdy już.
Nigdy...

Deszcz nadal padał.
Ale przecież nie może padać przez cały czas.
Kiedyś nadejdzie słońce.

Prawda?...


© Joanna

» powrót do Opowiadań


TheCrow.pl ver 7.0        © 2001-2011        by Mike Draven

The Crow is a copyrighted trademark of James O'Barr, Kitchen Sink Press Comics,
Miramax Films, Edward R. Pressman Film Corporation and Jeff Most Productions