f
^

Kruk: Słowo Kruka

z tyłu ksiązki:
William Blessing, profesor literatury angielskiej Uniwersytetu Johna Hopkinsa w Baltimore, jest pasjonatem twórczości Edgara Allana Poego i podobnie jak on zajmuje się pisaniem opowieści grozy. Ma, niestety, wielu wrogów, a jeden spośród nich wkrótce stanie się powiernikiem i bliskim współpracownikiem profesora oraz jego żony Amy. W sercu młodego Marquette’a jednak skrywa się nienawiść i pragnienia, które doprowadzą do okrutnej zbrodni. Mocą kruka przywrócony do życia William Blessing musi zemścić się na swych oprawcach, by przywrócić zachwiany porządek i odkryć ostatnią tajemnicę Poego. I dopiero wtedy dane mu będzie zaznać błogiego zapomnienia. Czy wystarczy mu jednak czasu? Słowo kruka to opowieść o wiecznej miłości, śmierci i zemście. Fascynujące połączenie mitologii kruka, obok którego żaden fan twórczości E.A. Poego czy też filmu „Kruk” nie powinien przejść obojętnie.


recenzje:

Uleć, mój wrogu, niech Śmierć cię gna. Do miejsca, którego nie znasz ty ni ja.

William Blessing jest profesorem literatury angielskiej, do tego cenionym pisarzem grozy. Z takimi nazwiskami jak King, Koontz czy Barker jest na „Ty”, wzajemnie posyłają sobie książki do recenzji. Od lat fascynowała go spuścizna, jaką zostawił po sobie Edgar Allan Poe. Ma w swojej kolekcji wszystkie pierwsze wydania jego książek, prace, listy. Ma praktycznie każdą rzecz, która ma jakikolwiek związek z jego wielkim poprzednikiem. I nie tylko z nim. Nie trzeba zatem wspominać jak wartościowe są to przedmioty. Do tego ma kochającą, piękną żonę, wielki dom, zaskarbił sobie szacunek i poważanie fanów na całym świecie. Jeden z nich, Donald Marquette, przybywa do niego na praktyki, na które sam go zaprosił. Mają też wspólnie napisać kilka książek – obydwaj są w końcu wielce utalentowani. W sercu młodego pisarza skrywa się jednak nienawiść i dziecinne, egoistyczne postrzeganie świata. To wszystko, podbudowane znajomością z mrocznymi Wyznawcami Gotyku (grupą osób lubującą się w ciężkiej muzyce, narkotykach i ciemnych interesach) zaowocuje bezsensowną zbrodnią.

Ból był ostry, dominujący i gwałtowny. Mrok pojawił się szybko. I wcale nie był przyjazny.

Zbrodnią, która, jak przystało na mitologię Kruka, musi zostać naprawiona, a sprawcy odpowiednio ukarani. Do tego momentu jest całkiem nieźle. Nie drażni nawet mało wyszukany język autora. Irytujące są nieco wykrzykniki pojawiające się w co drugim zdaniu, ale to wszystko znika za przejmującą, ciekawą intrygą, i odpowiednio tonowanymi wzmiankami z życia Poego. Po tym jednak następuje obniżenie poziomu. O ile pomysł był przedni, o tyle jego wykonanie już niezbyt. David Bischoff jakby doszedł do pewnego momentu, w którym nie miał pomysłu co zrobić dalej. William Blessing mocą kruka zostaje oczywiście przywołany z grobu, ale cały mit został zaprzepaszczony. Kruk gada jak najęty ludzkim głosem o konieczności zemsty, a zapytany o powód, odpowiada „bo musisz”. Nie prezentuje się jak mroczny ptak z komiksu czy filmu „Kruk”, ale raczej jak kiepski nowicjusz który znalazł się w nieodpowiednim miejscu, nie wspominając już o czasie. To, co tak usilnie zbudował Edgar Allan Poe, a potem James O’Barr, zostaje stracone. Przez zachowanie się ptaka pryska cały mroczny klimat książki.

Nie zapominając tedy ani przez chwil o szczegółach, które ci wyłuszczyłem – a więc o owym osobliwym głosie, o nadzwyczajnej zręczności jako też o tym, iż ta wyjątkowa potworna zbrodnia wykazuje zastanawiający brak motywów – pozwól, iż przyjrzymy się z kolei samej rzezi.

Tu też nie jest najlepiej. Świeżo powstały z grobu mści się po kolei na swoich oprawcach, każdemu cytując Poego. Ci, którzy fragmentu nie znali, umierali w męczarniach, Ci, którzy wiedzieli o co chodzi, wcale nie mieli łatwiej. Szkoda, że dla swojego głównego oprawcy William Blessing nie znalazł jakiejś oryginalniejszej, efektowniejszej śmierci. No ale jak tu znaleźć dobry sposób aby zadać ból, kiedy samemu jest się śmierdzącym nieboszczykiem, którego nos czy ucho w każdej chwili może odpaść? Czy Brandon Lee z pamiętnego filmu rozkładał się „żywcem”? Nie wiem, do prawdy nie wiem co autor chciał osiągnąć tym zabiegiem, większą odrazę, być może, ale nie wychodzi to całościowo na dobre.

Ale kto wie, może obaj jesteśmy ohydnymi, banalnymi postaciami? Uwięzionymi na stronicach jakiejś taniej, mrocznej opowieści, która wyszła spod pióra pisarza jeszcze bardziej zdesperowanego niż my obaj razem wzięci?

W końcu profesor zabija wszystkich, odzyskuje swoją utraconą kolekcję i żegna się z ukochaną żoną. Nie zdradziłem tutaj nic z zakończenia, bo wszystko to było oczywiste. To w końcu książka z pod znaku Kruka. I to właśnie okazuje się być jej największą wadą. Będzie ciągle porównywana do czegoś, co jest niedoścignionym wzorem, jedynym w swoim rodzaju dziełem. Gdyby rozpatrywać „Słowo kruka” jako powieść oderwaną zupełnie od jakichkolwiek korzeni, wychodzi na to że jest całkiem przyjemnym czytadłem, ba, gdyby nie wiedzieć wcześniej o co chodzi, wydaje się być porządną lekturą. Wielkim plusem książki są wzmianki o E.A.Poe. Tu autor prezentuje się nam jako dojrzały analityk, wnioski wyciągane z jego twórczości i życia zaskoczą i ucieszą niejednego fana. Reasumując, książka to typowy średniak. Niczym bardzo nie zachwyca, ale też nie odrzuca.

autor: Przemysław Romański
(tekst umieszczony za zgodą serwisu Carpe Noctem)