•  Strona główna

Dla Keczasa i Marty

Księżyc zafalował lekko na tafli dotychczas spokojnego jeziora. W końcu fale wygładziły się, w końcu niknąc. Odbicie śnieżnobiałego księżyca znów stało się idealne. Sytuacja powtórzyła się. Mroczną, jakby zamyśloną i nie znającą czasu powierzchnię wody splamiła kropla czerwieni.

Zielone oczy, daleko, daleko stąd otworzyły się gwałtownie, tak, że wiadomo było, że nie zamkną się, dopóki nie stanie się... No właśnie, co?

Kolejna kropla krwi upadła na nieskalane zwierciadło. Po chwili w mokrym lustrze wody ukazała się twarz. Bardzo blada twarz kobiety, z ciemnym makijażem. Czerwone łzy coraz częściej mąciły spokój głębin, co chwilę mieszając się z prawdziwymi łzami smutku i rozpaczy. Dorosła, młoda dziewczyna położyła delikatnie zgrabiałą z zimna dłoń na granicy sadzawki, jej palce muskały zimną ciecz. Przesunęła rękę w głąb, ślady jej przemieszczenia zdobił karminowy szlak.

Zielonooki ruszył. Nagle, pewnie, niemal bez zastanowienia. Wiedział co ma robić. Potężne mięśnie pracowały bez przerwy, a smoliste ubarwienie mieszało się z mrokiem nocy.

Z głębokiej rany na nadgarstku powoli, ociężale płynęła krew. Zdawało się, że nawet wieczorny wietrzyk starał się sprawiać opór, jakby samo osocze nie chciało opuszczać zziębniętego ciała. Na grzbiet dłoni, wystawionej nad taflę ciemności, ciągle upadały słone krople. Płakała. Bardzo. Oczyma wyobraźni widziała przeszłość. Dziewczynkę bawiącą się w przedszkolu. Samą, tylko lalka dotrzymywała jej towarzystwa. Dalej, ta sama dziewczynka znajduje małe zwierzątko na śmietniku, zabiera je do domu. Potem widziała już szkołę. Na nastolatkę jakoś nikt nie zwracał uwagi. No, może tylko jedna dziewczyna, i jej chłopak. Śmiali się. Wszyscy, szczerze. Duchowe oczy powiodły ją dalej. Pada deszcz, na cmentarzu jest sporo osób, wszyscy opłakują śmierć młodej dziewczyny. Tamtego chłopaka już nie ma. Nikt nie wie, co się z nim stało, nikogo to nie interesuje. Ciemnowłosa dziewczyna kładzie kwiaty na świeżo usypanym grobie. W końcu zostaje sama.

Szybciej! Szybko, oby tylko zdążyć. Śmierć jest pewnie już na skrzyżowaniu w Alejach Jerozolimskich. No szybko! Prawie pada, ale wie, że musi zdążyć. Już ją widzi. O nie! Ona już tam jest, trzyma w ręku srebrzystą, grawerowaną klingę. Nie zanosi się na atak. Więc wciąż jeszcze ma szansę.

Mroczna panna z uśmiechem patrzyła jej przez ramię. To nie był jakiś sadystyczny uśmieszek maniakalnego zabójcy. Fakt, miała w oczach obłęd. Ale uśmiech był szczery.

Powrót do przeszłości zakłócił rozrywający dźwięk. Nie głośny, ale pełen bólu i błagania. Młodziutka kobieta powiodła spokojnymi oczyma w kierunku źródła dźwięku. Czarny kocur patrzy jej w oczy swymi zielonymi ślepiami. Miauczy ponownie. Ona rozumie. Patrzy, jak na jej białą suknię padają rubinowe krople. Trochę jej głupio. –Chodź Mroczku, kici kici... –Bierze bestyjkę na ręce. Powiało chłodem. Takim dziwnym, przenikliwym. Odwraca się. Piękna kobieta, o ostrych rysach, też bardzo blada patrzy na nią ciemnymi oczyma, zagląda dalej niż tylko w spokojną twarz dziewczyny. Obie się uśmiechnęły. Wieczna podnosi swój miecz, błyszczący, jakby żył własnym życiem, i nigdy nie był syty tysiącami dusz. Kobieta z kotem na dłoniach nie daje po sobie poznać żadnych emocji, poza spokojem. Ostrze trzasnęło lekko, wsuwając się gładko do pochwy na plecach. Śmierć odwróciła się zgrabnie, wsiadając do czarnego mercedesa zaparkowanego nieopodal, na poboczu szosy. Młoda szybko obwiązuje dłoń białą szmatką, długim kawałkiem materiału, będącym ukochaną pamiątką po jedynej przyjaciółce. Kot mruczy cichutko. Jeszcze nie przyszedł jej czas. Oby nie za szybko, tyle jeszcze przed nią, tyle da się naprawić. Nie powie nikomu o spotkaniu z Panią Umarłych. Nikt by jej nie uwierzył.


© Matariel

» powrót do Opowiadań


TheCrow.pl ver 7.0        © 2001-2009        by Mike Draven

The Crow is a copyrighted trademark of James O'Barr, Kitchen Sink Press Comics,
Miramax Films, Edward R. Pressman Film Corporation and Jeff Most Productions